sobota, 2 maja 2015

(nie)zmiennie

Czas leci. A wraz z nim mnóstwo zmian.
Już maj. Tak ciężko mi w to uwierzyć.
A w żyłach znowu alkohol.
Bo co innego oferuje to miasto?
Londyn. Zimne miasto. Zimni ludzie.

sobota, 18 kwietnia 2015

W moich żyłach

W moich żyłach jeszcze płynie whiskey. Może to nawet lepiej, bo myśli wydają się lżejsze. Londyn nocą był rozmazany i zimny. A ja nadal w nim zagubiona. Zagubiona w życiu, sama nie wiem co tu robię. Co w ogóle robię na tym Świecie. Nadal nie wiem kim i po co jestem. Nadal jestem nieszczęśliwa. I nie wiem co z tym wszystkim zrobić, jak sobie pomóc i się odnaleźć. 
Łatwiej byłoby gdybym mogła z kimś o tym porozmawiać. Ale naprawdę nie ma tu nikogo kto zamiast oceniać pomógłby mi to pokonać.
Znów jestem sama ze sobą.

sobota, 4 kwietnia 2015

Na chwilę zamknąć oczy.

Zamykam oczy i wsłuchuję się w otoczenie. Zachwycam się porannym słońcem choć akurat mnie nie dotyka. Słyszę ptaki i na myśl przychodzi mi trawa, słońce i las, które są tysiące kilometrów stąd, u Babci za stodołą. Zaciskam oczy mocniej i wyobrażam sobie, że tam jestem. Widzę cienką, mięciutką i soczyście zieloną trawę, tak mokrą o poranku, kiedy wyruszaliśmy na grzyby. Słońce przedziera się przez gałęzie drzew i próbuje zmusić oczy do mrużenia. Ptaki śpiewają. I choć nie widzę przypominam sobie moich braci ciotecznych i siebie, kiedy to w dzieciństwie graliśmy tam w piłkę, a dwie kamienne podpory stodoły wyznaczały bramkę. Kto by wtedy pomyślał ile czas i śmierć zmienią w naszych małych życiach.
Z zamkniętymi oczami i uśmiechem na twarzy stoję, i czuję jakbym tam była. W moim kraju, na polskiej trawie, mając w uszach śpiew polskich ptaków, a na twarzy polskie słońce. Bańka mydlana. Otwieram oczy i ukazuje mi się rzeczywistość. Stoję na betonowym chodniku, w brudnych roboczych ciuchach i ciężkich butach, a moim oczom ukazuje się drzewo o jasno różowych kwiatach, coś w stylu wiśni i blok. Jeden, drugi, trzeci. Dziewiąty. Jeden koło drugiego. Szara, mała dzielnica Londynu. W dodatku niebezpieczna. To nie tak, że tutaj nie można być szczęśliwym, to nie tak...

I tylko słońce i ptaki takie same. A może tylko podobne.


autor obrazka: yuumei

sobota, 14 marca 2015

To chyba waży 1000 kilogramów

Nie wiem już czy nie rozumiem życia czy siebie.
Jak to w końcu jest?
Trzeba próbować nowego, którego się boimy czy stawiać na to co znane i daje nam poczucie bezpieczeństwa?
Sama już nie wiem czy to ze mną coś nie tak czy z tym życiem. I co robić, co robić? Kto mi odpowie na to pytanie?
Z chęcią spakowałabym walizkę i wróciła do Polski. Tak bardzo tęsknię za moim miastem. Za zapachem tamtego powietrza. Tym tutaj najwyraźniej zaczynam się dusić. I nawet nie ma z kim słowa zamienić...
Czemu do cholery nie potrafię jak mój Mąż? Dla Niego wszystko jest takie łatwe, więc co tu się dziwić, że wcale mnie nie rozumie?
Jakby tego było mało dziś nocka w pracy. Dziękuję dobranoc:(

środa, 11 marca 2015

Nie-początek

"Co napisać? Słownik w telefonie podpowiada 'cześć'.
A więc cześć Wszystkim i nikomu (bo któż tu teraz jest?)
Mój poprzedni blog oblepiają pajęczyny. Nie mam natchnienia tam na razie wracać. Próbowałam, ale się nie udało. Wciąż za mało czasu, choć wcale mało go nie mam. Tylko gdzieś ucieka, przez palce. Może aplikacja w telefonie pomoże mi dalej trwać w blogowym świecie? 
Gdzieś trzeba się wyżalić. Gdzieś trzeba się otworzyć. Ja mogę tylko tu. Szczególnie teraz, kiedy samotność puka do drzwi. Takie życie... na emigracji."

- tak napisałam kilka dni temu na blogu, który dziś już nie istnieje. Miałam zacząć od nowa, ale wczoraj zalogowałam się tutaj, przeczytałam wszystkie stare posty od deski do deski i stwierdziłam, że jednak chcę tu wrócić. Poza tym tutaj mam Was, o ile część z Was też się już nie wyłamała. Oby nie! 
Tak więc to kolejny mój nie-początek, mam jednak nadzieję, że ostatni. 

Ogólnie to już 5 miesięcy tutaj. Życie toczy się szybko, dni mijają niewiadomo kiedy. Czas, nie wiem dlaczego, leci dużo szybciej niż w Polsce. Czy mi tu dobrze? I tak, i nie. I właśnie z tego drugiego powodu chcę pisać. Poza tym chcę mieć więcej wspomnień stąd, więc warto je zapisać. 

I tak, znów zmieniłam adres bloga, mam nadzieję, że w tej kwestii też jest to ostatni raz. Chciałam użyć po prostu ' szukając siebie ', ale niestety ktoś już go ukradł. No i wyszło połączenie z moim pierwszym tutaj adresem ' w--sekrecie '. A więc tak, w sekrecie szukam siebie. Bo czasami naprawdę nie wiem kim i po co jestem.


piątek, 14 listopada 2014

Chora

Jestem chora. Cieszyłam się, że w tym roku tak długo mnie nie dopada, ale w końcu niestety dopadło. I jest naprawdę źle, nie lubię tego:( Poza tym dostałam już uniform, brakuje mi tylko fartucha i czapki, ale jeszcze nie wiem kiedy zacznę, czekam na telefon. Mąż mój był już 2 godziny zobaczyć jak wygląda praca w pewnej firmie, ale niestety może zacząć dopiero jak dostaniemy list z banku, na którym będzie nasz adres zamieszkania. Nie dało rady z wydrukiem z banku z numerem konta i nazwiskiem. Tutaj to niestety za mało. Także wszystko nadal stoi w miejscu, dla mnie to o tyle dobrze, że może zdążę się wyleczyć, bo jak się nie doleczę to potem znowu będzie to samo.
I tak lecą sobie dni, szczerze mówiąc jak szalone... 
I powiem Wam coś. Tęsknię. Tęsknię za Polską, za moim miastem, za wszystkim. Nie wystarczają mi polskie gazety, książki ani polskie strony w Internecie, a te wszystkie wspaniałości, które można tutaj kupić tak tanio wcale nie pomagają ani nie wynagradzają mi nawet w połowie życia na obczyźnie.
Mimo to myślę, że nasza decyzja o wyjeździe podjęta tak w biegu i emocjach była dobra. Lepiej przeboleć tu 2, może 3 lata niż 30 lat spłacać kredyt.
Marzę o dniu, o chwili, w której pierwszy raz położę się we własnym domu, we własnym łóżku i będę wiedziała, że żadne z Rodziców nie zakłóci mi ani tej chwili ani żadnego dnia, bo to nasz dom. Tylko nasz i tylko my będziemy w nim mieszkać. My. Sami. Szczęśliwi. I tak pięknie spokojni.

piątek, 7 listopada 2014

Stresujące dni

Ostatnie trzy dni były trochę stresujące. Może zacznę od tego, że moja Siostra załatwiła mi pracę w McDonaldzie. Kto chce może się śmiać, ale przeliczając na nasze pieniądze opłaca się pracować (£6,50 na początek * 5,39 zł=35,035 zł), no a poza tym mój angielski nie jest zbyt dobry. Rozmowy kwalifikacyjnej nie musiałam przechodzić, ale miałam coś co nazywało się "Orientation" - w środę na pierwszej części zostałam ogólnie poinformowana o zasadach w pracy, o stawce etc., a dziś musiałam zrobić test na komputerze dotyczący jedzenia, bezpieczeństwa, higieny pracy etc. Wbrew pozorom nie było źle, poradziłam sobie. Lepiej rozumiem z pisanego angielskiego niż wymawianego (najczęściej przez każdego inaczej...). A wczoraj mieliśmy spotkanie w JobCenter w sprawie National Insurance Number(coś w rodzaju numeru ubezpieczenia społecznego), w każdym razie trzeba to mieć żeby pracować. Moja Siostra poszła z moim Mężem żeby pomóc Mu się dogadać, potem miałam być ja, ale wyczytali mój numer i musiałam iść sama... Pan, który mnie obsługiwał zapytał czy znam angielski, odpowiedziałam, że nie, bo myślałam, że będzie to trudna rozmowa, ale on nie zważając na mój strach spojrzał na papiery, które położyłam na biurku i wskazując na jeden z nich zapytał czy to mój adres, odpowiedziałam, że tak, na co on "so You understand" i tak musiałam sobie poradzić sama. Ale nie było źle, zadawał proste pytania, na koniec dał mi papiery do sprawdzenia i podpisania, i tyle. We wtorek mamy spotkanie w banku w sprawie otwarcia konta. Tutaj nie otwierają kont od ręki, trzeba umówić spotkanie. W jednym banku powiedzieli nam, że mają wolne terminy dopiero za 3 tygodnie, więc musieliśmy iść do innego i udało się znaleźć wcześniejszy termin. 
Odrywając się od spraw koniecznych, po wizycie w JobCener byliśmy zwiedzić dzielnicę, nazywa się ona Camden Town, jest dosyć znana. Byłam już kilka razy w Londynie, przez Camden tylko przejeżdżałam, dopiero teraz udało mi się ją zwiedzić. Mnie oczarowała. Muszę tam wrócić, ale po wypłacie - jest tam mnóstwo magicznych sklepów i coś w rodzaju targu, czego nigdzie w Londynie wcześniej nie widziałam. Atmosfera jak w starej pięknej Anglii. Naprawdę magicznie, ja oderwałam się od codzienności i zapomniałam o całym Świecie... A na pamiątkę i żeby wrócić do rzeczywistości otwierany zegarek...